Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.

Lechoń. Rycerz i faun. Biografia poety - Wojciech Wencel

Okladka_LRiF_.png
  • promocja
Dostępność: duża ilość
Wysyłka w: 48 godzin
Dostawa: Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności sprawdź formy dostawy
Cena: 19,20 zł 30,00 zł 19.20
ilość szt.

towar niedostępny

dodaj do przechowalni
Ocena: 5
Kod produktu: B420-107B7

Opis

Erudycja, analityczna nieustępliwość i empatia dla bohatera opowieści - Wojciech Wencel z pasją naświetla czytelnikom sylwetkę kolejnego, po Kazimierzu Wierzyńskim, wielkiego skamandryty – Jana Lechonia.

Rycerz i faun jest literaturoznawczą konsekwencją artystycznej pasji i poetyckiej fascynacji Wencla autorem Srebrnego i czarnego, któremu poświęcał wcześniej wiersze (Do Jana Lechonia; Romantyczność; Lechoń), a w 2018 roku przygotował dla Państwowego Instytutu Wydawniczego nową edycję jego poezji Kasandra się myli. W Rycerzu i faunie czytelnik poznaje losy Lechonia na tle przemian społeczno-politycznych epoki i obserwuje, jak wielka historia łączy się z wielką literaturą i osobistymi dramatami poety – chorobą nerwową, uzależnieniami, niemocą twórczą – aż do samobójczej śmierci, tworząc nieśmiertelną legendę „ostatniego romantyka” lub protoplasty „nowego romantyzmu”.

 

 

Prolog

Gniazdo cnoty

Był na Litwie ród możny Wolimuntowiczów, od bojara Buszki się wywo­dzący, w wojnach tudzież poselstwach bardzo zasłużony i w Wielkim Księstwie Litewskim najwyższe piastujący urzędy. Podstawy jego potęgi tworzyli w pierwszej połowie XV wieku synowie poległego w bitwie pod Worskłą Wolimunta (imię chrzcielne: Stanisław): Jawnuta (Jan), Kieżgaj­ło (Michał), Rumbold (Lambert), Szedybor (Maciej), Gudygierd (imię chrzcielne nieznane) i Sudywoj (Sędziwój, imię chrzcielne nieznane). Wzorem dziada i ojca wszyscy służyli wiernie księciu Witoldowi, realizując jego zawiłą politykę wobec Krakowa, Malborka, Królewca i Moskwy. Choć ich działania nie zawsze zgadzały się z interesami Korony Polskiej, to nie ulega wątpliwości, że do wnętrza potężnej katedry, jaką była ówczesna Europa, dostali się przez bramę z wizerunkiem Orła Białego. Ochrzczeni przez polskich księży, zaangażowani w dzieło nawracania pogan, pełnię przywilejów szlacheckich uzyskali w 1413 roku na zjeździe w Horodle, gdzie przedstawiciele szlachty koronnej, złożywszy hołd „tajemnicy mi­łości” (misterio caritatis), przyjęli do swoich rodów czterdzieści siedem katolickich rodzin bojarskich. Wolimuntowiczowie, których reprezentował Jawnuta, zostali adoptowani do herbu Zadora przez marszałka wielkiego koronnego Zbigniewa z Brzezia.

Gniazdem rodowym Wolimuntowiczów był Dziewałtów koło Wiłko­mierza, jednak miejsce w historii bracia wyrąbali sobie mieczem na po­ bliskiej Żmudzi. W 1409 roku Rumbold udał się tam z dwoma tysiącami rycerzy, pomógł miejscowym powstańcom wypędzić Krzyżaków, po czym zabrał się do organizowania litewskiej administracji. Zaczął to robić jako namiestnik księcia Witolda, skończył jako pierwszy w dziejach starosta żmudzki. Gdy w 1419 roku na Żmudzi znowu wybuchł bunt, tym razem przeciwko Litwinom, mieczem posłużył się już nowy starosta, Kieżgajło, który kazał ściąć sześćdziesięciu przywódców rebelii. Czyn ten zapewne kłócił się z „tajemnicą miłości”, ale skutecznie zapobiegł odrodzeniu się pogaństwa i rozproszył widmo krzyżackiej interwencji.

Zasługi Wolimuntowiczów dla państwa litewskiego spowodowały, że przedstawiciele tego rodu sprawowali urząd starosty żmudzkiego dzie­dzicznie przez sto dwadzieścia lat. Kraina zwana po łacinie Samogitia stała się ich ziemią obiecaną, a miasteczko Kroże urosło do rangi drugiego Dziewałtowa. Z nowej siedziby via Troki lub Wilno bracia herbu Zadora podróżowali z misjami dyplomatycznymi do wielkich mistrzów krzyżac­kich, do króla Władysława Jagiełły, a nawet do papieża Marcina V. Fortuna odwróciła się po śmierci Witolda w 1430 roku, gdy w sporze o tron wielkoksiążęcy Wolimuntowiczowie opowiedzieli się po stronie Świdry­giełły. Dwa lata później Jawnuta i Rumbold zostali ścięci z rozkazu Zyg­munta Kiejstutowicza za kierowanie spiskiem. Więcej szczęścia miał Kieżgajło, który wprawdzie utracił tytuł starosty żmudzkiego, ale potem go odzyskał. Jego potomkowie zajmowali najwyższe stanowiska w Wielkim Księstwie Litewskim do 1556 roku.

Choć słynni bracia odeszli z tego świata, pozostawili wielu dziedziców, którzy nosili nazwiska patronimiczne, a więc utworzone od imienia ojca. Nas szczególnie interesuje linia genealogiczna biegnąca od Gudygierda Wolimuntowicza poprzez jego syna Zawiszę Gudygierdowicza i wnuka Serafina Zawiszyca do prawnuka – Piotra Serafinowicza. Do popisu woj­skowego w 1528 roku (chorągiew wiłkomierska) pierwszy notowany w źró­dłach Serafinowicz wystawił jednego konia. Choć był zamożnym szlach­cicem, właścicielem dworów w Dziewałtowie i Krożach, prawdopodobnie nigdy się nie ożenił. Wiadomo jednak, że miał brata stryjecznego Serafina Juriewicza Zawiszę, którego dzieci również nosiły nazwisko Serafinowicz.

Nazwisko to – wbrew tradycji zmieniających się patronimików – oka­zało się trwałe. W drugiej połowie XVI wieku Serafinowiczowie żyli po sąsiedzku w Dziewałtowie i licznych siołach wokół Wiłkomierza, a także w Kurklach, okolicach Poniewieża i w dawnych dobrach Wolimuntowi­czów na Żmudzi. Jednym z nich był Zygmunt Serafinowicz herbu Pobóg, który w 1599 roku pracował jako woźny sądowy w Upicie. Wykonywane przez niego czynności zapewne nie różniły się znacząco od obowiązków Protazego z Pana Tadeusza: „roznosił pozwy, ogłaszał intromisje, robił wizje, przywoływał aktoraty etc. Pospolicie drobna szlachta urząd ten sprawowała”.

Z Upity niedaleko do wsi Wołmontowicze, której nazwa to historyczny wariant nazwiska panów na Dziewałtowie. I tak trafiamy w sam środek Laudy, „kolonii polskiej na Żmudzi”, barwnie opisanej w Potopie przez Henryka Sienkiewicza. Wprawdzie Serafinowiczowie nie byli tak bitni i wpływowi jak powieściowi Billewiczowie, ale należeli do tej samej wspólnoty duchowej, opierającej się na trzech filarach: wierze w Boga, wolności osobistej i miłości do rodzinnej ziemi. Choć wywodzili się ze „starożytnego” rodu litewskiego, od pierwszego pokolenia byli katolikami i mówili po polsku.

Od początku XVII stulecia język polski funkcjonował na Litwie jako lingua franca. Potwierdzał szlachecką tożsamość, służył do załatwiania interesów i tworzenia dokumentów, popularyzował sarmacką kulturę. W tak ukształtowanym uniwersum odnajdywali się zarówno potomkowie rycerzy z Korony, jak i pogrobowcy litewskich bojarów. Wszystko wskazuje na to, że w odmalowanym przez Sienkiewicza portrecie zbiorowym szlachty laudańskiej kryje się więcej prawdy o przodkach Jana Lechonia niż w popularnych biogramach poety, pełnych baśniowych hipotez o jego żydowskich, ormiańskich czy tatarskich korzeniach. Wszelkie spory rodowodowe należy ostatecznie rozstrzygnąć na korzyść starszego brata Lechonia, Zygmunta, który utrzymywał, że „Serafinowiczowie to stara, kresowa szlachta polska”.

Korzystając z narracji Potopu, można stwierdzić, że w ciągu XVII i XVIII wieku Serafinowiczowie rozpadli się na kilka domów, których członkowie potracili się z oczu. Jezuita Kasper Niesiecki wspomina o mieszkającym w Księstwie Żmudzkim Łukaszu, który w 1648 roku był elektorem króla Jana Kazimierza. Pisze też, że „dom to dobroczynny na naszą rezydencyę Mohilewską”. W dokumentach z lat 1667 i 1690 występuje kilka rodzin o nazwisku Serafinowicz, mieszkających głównie w powiatach gondyń­skim i pojurskim. Współczesny nam autor Herbarza szlachty żmudzkiej zalicza je do herbu Nowina i podkreśla, że niektóre z nich miały poddanych.

Razem z dezintegracją rodu postępowało oczywiście jego społeczne i ekonomiczne zróżnicowanie. Część rodzin zachowała dwory, inne rozproszyły się w żywiole szlachty zagrodowej. Najubożsi, pozbawieni ziemi Serafinowiczowie obracali się zapewne wśród prostych włościan i po 1772 roku musieli liczyć się z groźbą utraty statusu ludzi wolnych. Czasy były burzliwe, przyszłość niepewna. Na ziemiach objętych pierwszym rozbiorem Polski zaczęto wprowadzać przepisy zmuszające nawet bardzo znane rodziny do udowodnienia szlachectwa przed sądem lub komisją. Przekazywana z ojca na syna świadomość szlacheckiego pochodzenia, pięknie brzmiące nazwisko i znajomość języka polskiego (używanego wymiennie z litewskim) przestały być gwarancją świętego spokoju. Nic dziwnego, że wielu zubożałych „szlachciców z tradycji” było gotowych opuścić rodzinne strony i osiedlić się tam, gdzie gwarantowano im ziemię i wolność osobistą.

 

Spis treści

Wykaz stosowanych skrótów dzieł Jana Lechonia / 11

Prolog. Gniazdo cnoty / 13

Rozdział I. Dziadek w armii Napoleona / 19

Rozdział II. Cudowne dziecko / 27

Rozdział III. Ojców / 43

Rozdział IV. Oda do młodości / 49

Rozdział V. Bzy i kartacze / 59

Rozdział VI. Medium w mundurze / 67

Rozdział VII. Skamandryta / 77

Rozdział VIII. Karmazynowy poemat / 89

Rozdział IX. Śmierć i miłość / 107

Rozdział X. Nienasycenie / 125

Rozdział XI. Złota czaszka / 133

Rozdział XII. Anioł z dachu Notre Dame / 141

Rozdział XIII. Wojenna odyseja / 151

Rozdział XIV. Anhelli w Nowym Jorku / 167

Rozdział XV. Rycerz / 183

Rozdział XVI. Faun / 205

Rozdział XVII. Polowanie na wieszcza / 215

Rozdział XVIII. Łzy Polaka / 235

Rozdział XIX. Powstałem nagi z mego snu / 245

Rozdział XX. Erynie / 253

Rozdział XXI. Srebrne i czarne / 263

Epilog. Jean Lechoń de la lune / 269

 

 

Wydawca: Instytut Literatury
Miejsce i rok wydania: Kraków 2021
Redakcja językowa: Alicja Stępniak
Korekta i adiustacja: Adrian Kyć, Aleksandra Luberda
Skład i łamanie: Anna Papiernik
ISBN: 978-83-66765-70-2

Koszty dostawy Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności

Kraj wysyłki:

Produkty powiązane

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl